¤ Depeche Mode - Heaven ¤



Columbia, Sony Music, 2013

1.Heaven (album version), 2. All That's Mine (deluxe album version)


Zjawiskiem pewnych kręgów muzycznych Anno Domini 2012 był bez wątpienia czwarty album brytyjskiego duetu The Soulsavers. Duetu, który debiutował w 2004 roku jawiąc się jako przedstawiciel muzyki elektronicznej, a którego styl przez kolejne wydawnictwa, na swój sposób ewoluując, skoncentrował się głównie na instrumentach akustycznych i katedralnym tchnieniu. Ów sukces związał się z nie tyle muzyką, do której niewiele wniesiono innowacji względem wydanego trzy sezony wcześniej "Broken", a z zaciągiem wokalnym raczej - szczególnie zaś z zastępującym zapracowanego ponoć Marka Lanegana Davidem Gahanem - z grupy, której jakoś specjalnie w tym miejscu przedstawiać nikomu nie trzeba. Bo czy może być coś bardziej skutecznego dla promocji jeśli nie nazwisko (poza rozdawnictwem oczywiście)? I tym oto sposobem "Broken" rozsprzedało się dzięki fanom grup Faith No More, czy chociażby Butthole Surfers, a opublikowane w terminie pokrywającym się mniej więcej z igrzyskami fanów futbolu "The Light the Dead See" rozeszło się głównie wśród wiecznie nienasyconych, bezkrytycznych wobec swoich idoli fanatyków Depeche Mode. Choć osobiście wyższą notę stawiam poprzedniemu koncept albumowi, na którym w jednym z numerów pojawia się Mike Patton, podkreślić pragnę, iż pozostaję wierny postawionej przed laty przez siebie tezie: jeśli Gahan - to tylko z Depeche Mode. Dziś, po przedpremierowych video publikacjach pięćdziesiątego singla grupy z podlondyńskiego Basildonu, którym pobłogosławiły popularne platformy plotkarsko informacyjne (dodać należy, iż nie były to dobra udostępniane z oficjalnych kanałów Sony Music czy Columbia, a doskonale zapewne niektórzy pamiętają zamieszanie z "Precious" i jego polskim akcentem) wnioskuję, nieco bardziej uaktualniając postawione wyżej założenie: jeśli Depeche Mode, to dlaczego "Heaven" brzmi tak, jak gdyby wyszło ze studia wspomnianych wyżej Machina i Glovera? Chryste, czy oni aby na pewno wrócili?

"Heaven" (jeśli to ciągle Depeche Mode) urasta do rangi "Blasphemous Rumours" czyli kolejnej polemiki pozostającej bez odzewu, a w zasadzie pocisk uderzający w usłużnych wyznawców Adonai (patrz naszpikowany symbolami wolnomularskimi i paladystycznymi teledysk). Piękna kompozycja, łagodnie usposobiona, cudownie brzmiąca - tyle, że no właśnie ... brakuje przysłowiowej 'kropki nad i' (temat jak znalazł dla red. Olejnik). Gdzież się podziały nieodzowne, charakterystyczne dla tej grupy od czasów "Construction Time Again" frapujące słuchacza 'przeszkadzajki'? Potężne studio nagrań zamknięte w mikroskopijnej płytce, możliwości, które się z tym wiążą, skutecznie zniechęcają tych, którzy we krwi mają bieganie w terenie z magnetofonem z funkcją 'rec' do dalszych poszukiwań i eksperymentów z rejestratorami dźwięków? A może trzeba (bo dziś kontrakt to nie uścisk dłoni) po prostu łaknących nakarmić?

Co charakteryzuje single zwiastujące albumy DM ostatnich dwóch dekad? Choćby i to, że stanowią najbardziej niereprezentatywną ich grupę. Jakież zatem będzie owo nowe 'tałatajstwo' szczęściem trudno cokolwiek powiedzieć. Minimalistyczne, obszyte krzemową sekcją rytmiczną "All That's Mine" również nie stanowi w żaden sposób wyznacznika kierunku jaki sobie obrali misternie ponoć budując kolejne z dwunastu powłok "Delta Machine" - podpisali się pod nim David Gahan i Kurt Uenala - człowiek od kilku lat związany z inżynieryjną sferą Mute Records. A skoro jesteśmy przy b-stronie - jest to bardzo w swojej prostocie zacna kompozycja. Mimo iż czysta, niczym nie zmechacona, po części analogowa elektronika, emanuje z niej niesamowite ... ciepło. No i oczywiście Gahan jak przed dwudziestu laty - w świetnej formie. Depeche Mode - fabryka snów, chwytliwych melodii, powiedzielibyśmy nawet, iż jest to istne kompozytorskie eldorado. Szkoda, że (jak sądzę) czynnik ludzki (rola tandemu Gore-Gahan) w tej całej maszynerii ogranicza się jedynie do przygotowania i nagrania materiału demo. (...)

-- vigoslugbait [4 lutego 2013]




ostatnie recenzje autora:
Keluar - Pangua -- [9 grudnia 2015]
Architect • Sonic Area • Hologram_ - We Are the Alchemists -- [9 grudnia 2015]
Covenant – Last Dance -- [12 czerwca 2013]
Slave Republic - Quest for Love -- [17 lutego 2013]
McCarthy, Douglas J. - Kill Your Friends -- [23 stycznia 2013]
  więcej...



inne recenzje Depeche Mode:
Depeche Mode - A Broken Frame -- eliks [24 września 2008]
Depeche Mode - Black Celebration -- eliks [25 grudnia 2008]
Depeche Mode - Construction Time Again -- eliks [3 października 2008]
Depeche Mode - Exciter -- r@ [5 kwietnia 2001]
Depeche Mode - Peace -- vigoslugbait [1 lipca 2009]
Depeche Mode - Playing the Angel -- mike [17 października 2005]
Depeche Mode - Some Great Reward -- eliks [25 grudnia 2008]
Depeche Mode - Sounds of the Universe -- M.Alexander [12 maja 2009]
Depeche Mode - Speak & Spell -- eliks [24 września 2008]

powrót do recenzji »


Szukaj:

nowe na stronie:
Nova - Utopica Musa
SPK - Zamia Lehmanni…
Feanch, Dutour, Lubat…
The Third Eye Foundati…
Dissonant Elephant - 5…
Club Alpino - Woouldy
Club Alpino - Tunga
Roman Wierciński - We ar…
Jan Grünfeld - Music f…
Simfonica - Song of the…
Roman Catholic Skulls…
Chvad SB - Phenomenali…
Lonsai Maikov - Déce…
Robert Henke w Chorzowie
Dog in the Evening…
Sublamp - Cathedrals o…
Eric Hofbauer Quintet…
Dagshenma - Humane to…
MNL 9 - Morning Mystery
Przypadki Derniere Volonte
więcej »

polecamy | więcej »

© 1996-2018 postindustry.org


wygenerowane w 0.009 s.